Kazania - tekst - Kapelania Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie

Uniwersytecki Szpital Dziecięcy
w Krakowie
pw. NMP Nieustającej Pomocy
Rzymskokatolicka Kapelania
Przejdź do treści

Kazania - tekst

Kazania / Rekolekcje
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
Krzyż jest „świecznikiem” życia chrześcijańskiego,
a jego „światłem” Chrystus.
Kraków, 21 października 2018 r.

Autor Listu do Hebrajczyków wzywa nas, abyśmy trwali mocno w wyznawaniu wiary (por. 4, 14-16), bo mamy Chrystusa „bogatego w łaskę i wierność” (Wj 34, 6), który będąc bliski każdemu człowiekowi okazuje nam współczucie i solidarność. Modlitwa Jezusa w Ogrodzie Oliwnym (por. Mt 26, 36 nn) i Jego dramatyczne wołanie z Krzyża (por. Mt 27, 46.51) poruszają serca i uświadamiają, że dobrowolnie wybrał ludzki los, z wyjątkiem grzechu, przepełniony cierpieniem i zakończony śmiercią. Z miłości do nas stał się nędzarzem i pozwolił zmiażdżyć się cierpieniem niezawinionym przez Niego (por. Iz 53, 10-11). Doświadczył skutków ludzkiej nędzy i wyzwolił nas od niej poprzez śmierć na Krzyżu. Jego ofiara została przyjęta przez Ojca, dzięki miłości i posłuszeństwu, aż do ostatecznego wypełnienia woli Ojca (por. Mt 26, 42) potwierdzonej wypowiedzeniem w bólu konania słów „wykonało się” (J 19, 30).

Nie jest jednak łatwe pójście drogą posłuszeństwa i spełnienia woli Boga, kiedy na jej końcu czeka na nas Golgota. Większość z nas oczekuje bowiem od Boga nie tylko życia wolnego od różnych przeszkód i wszelkiego cierpienia, ale także wywyższenia, uznania ze strony innych ludzi i należnego szacunku, o czym świadczy prośba synów Zebedeusza. «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie» (Mk 10, 37). Podobnie jak uczniowie, bardziej skłonni jesteśmy pragnąć zaszczytów niż uniżenia, panowania nad innymi niż pokory i związanego z nią cierpienia. Chrystus nie pozostawia żadnych wątpliwości, że nie jest to droga chrześcijanina: „Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu” (Mk 10, 45).  Tomasz à Kempis trafnie wyjaśnia sens tej nauki: „Tak oto wszystko mieści się w krzyżu i wszystko zawiera się w śmierci, i nie ma innej drogi do życia i prawdziwego pokoju ducha, tylko droga krzyża i codziennego umierania” (Naśladowanie Chrystusa, Rozdz. XII).

Niepokoi jednak pytanie, dlaczego Opatrzność Boża dopuszcza, aby naśladowcy Jezusa, we wszystkich wiekach trwania chrześcijaństwa cierpieli z powodu: niepowodzeń, upokorzeń i prześladowań? Tym bardziej, gdy się pomyśli, że chrześcijanie jak owce są posłani między wilki. „Obraz ten wyraża bezbronność posłanej owcy i pozostawienie jej bez wszelkiej pomocy, ale także naturalną i nie dającą się wytrzebić u wilka chęć zabijania” (H. U. von Balthasar, Cordula albo o świadectwie chrześcijanina).

Chociaż Chrystus poprzez śmierć na Krzyżu i Zmartwychwstanie zadał złu ostateczną klęskę, to jednak ono, aż do powtórnego Jego przyjścia w Chwale, będzie się mścić i zwodzić słabe ludzkie umysły. Zatem przestrzega przed nimi: „Miejcie się na baczności przed ludźmi!” i zapowiada prześladowania z ich strony: „Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom” (Mt 10, 18). Dalsze przepowiednie są jeszcze bardziej dramatyczne, ponieważ ukazują tragizm podziałów i odstępstw w rodzinach chrześcijańskich: „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią” (Mt 10, 21). Przez analogię, należy się spodziewać konfliktów i prześladowań na tle religijnym w lokalnej społeczności, miejscu pracy, w szkołach, uniwersytetach, środkach masowego komunikowania, a zwłaszcza w polityce. Z całą mocą wspólnota Kościoła rzymskokatolickiego zostanie również zaatakowana od wewnątrz przez tych, którzy otrzymali tyle łask od Boga i zobowiązali się jej strzec na mocy ślubów lub święceń, a w rzeczywistości stali się groźnymi wilkami z powodu doraźnych korzyści. Jesteśmy świadkami, jak na stronę ciemności przechodzą niektórzy teolodzy, kapłani, osoby zakonne, pasterze i świeccy. Tworzą oni interpretację Ewangelii i moralności zakotwiczonej w niej, niezgodną z nauczaniem Jezusa i tradycją Kościoła. W ten sposób bardziej lub mniej świadomie rozbijają jedność wspólnoty Kościoła Chrystusa i paktują z Jego wrogami. Za cenę zdrady zyskują upragnioną akceptację, status „autorytetu” i wolność od prześladowań. Promowana przez nich religia wszechogarniającego „dobro-czynienia” i akceptacji wolności – nieskrępowanej niczym, zagubiła Krzyż na którym umarł za nas Zbawiciel. Wciąż tkwiąc w mistycznym ciele Kościoła Chrystusa, jak bolesne ciernie przewrotnie pytają Go, jak niegdyś Piłat: „Czy Ty jesteś Królem?” (Mt 27, 11). Bez wahania unicestwią Go, jeśli dowiedzą się, że jest Królem zagrażającym ich interesom. Stąd też prześladowanie prawdziwie wiernych Kościoła rzymskokatolickiego potęguje się, aż osiągnie moment krytyczny zapowiedziany przez Jezusa: „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia” (Mt 10, 22).

Kard. J. Ratzinger snuje refleksję, że: „Krzyż jest objawieniem […] samego Boga i Człowieka. Odsłania, kim jest Bóg i jaki jest człowiek”. Wyjaśnia także, że przeczucie cierpienia Syna Bożego napotykamy w twórczości Platona. „Sprawiedliwy w takim położeniu będzie biczowany, torturowany, więziony, i oczy mu wypalą, a w końcu wszelkie zło wycierpiawszy na pal zostanie wbity i pozna, że nie trzeba chcieć być sprawiedliwym, ale chcieć takim wydawać się” (Państwo). Grecki filozof jest przekonany, że sprawiedliwy człowiek osiąga doskonałość na drodze pokory i przeciwstawienia się kłamstwu oraz niesprawiedliwej opinii ludzkiej. Świadectwo siły ducha i zdrowej moralności daje on poprzez cierpliwe znoszenie społecznego wykluczenia, zapomnienia, poniżenia i prześladowania. Nawet największe cierpienie nie może go odwieść od umiłowania sprawiedliwości i życia z nią zgodnego. Platon w sposób filozoficzny dowodził, że na tym świecie człowiekiem w pełni sprawiedliwym może być tylko sprawiedliwy ukrzyżowany (kard. J. Ratzinger, Służyć prawdzie…).

Przestroga „Miejcie się na baczności przed ludźmi” (Mt 10, 17), nie jest więc tylko przewidywaniem prawdopodobnego prześladowania, ale zapowiedzią jego nieuchronności (por. H.U. von Balthasar). Wynika ono z „nienawiści świata” wobec tych, którzy radykalnie opowiadają się po stronie Chrystusa i pragną żyć według Jego nauki. Uderzenie wymierzone jest przede wszystkim w kapłanów, których „Chrystus uczynił swoimi zastępcami i pozwolił ludziom widzieć w nich samego siebie” (Edyta Stein, Refleksje o kobiecie). Dlatego w minionych wiekach, a zwłaszcza XX stuleciu, tak bardzo poniżano ich, prześladowano, wtrącano do więzień i mordowano (bp Jean-Michel di Falco, O. Timoty Radcliffe, Andrea Ricardi, Czarna księga prześladowań chrześcijan w świecie).  Celem zohydzenia kapłaństwa była i jest brutalna ateistyczna indoktrynacja zmierzająca do wpojenia ludziom, że kapłan jest szkodliwym oszustem, często zboczeńcem, a przynajmniej człowiekiem nie panującym nad popędami, wykorzystującym bezbronnych, zwłaszcza dzieci i naiwnych staruszków. Na nowo głoszona jest kłamliwa teza Karola Marksa, że religia jest jak „opium dla ludu” (niem. Opium des Volkes) i nie ma ona nic do zaofiarowania oprócz złudzeń i chwilowego uśmierzania cierpienia. Według niego przeszkadza ona osiągnąć człowiekowi szczęście.

Atak na kapłaństwo jest ponownym zamachem na Chrystusa i Jego procesem zakończonym niesprawiedliwym wyrokiem skazującym Go na ubiczowanie i ukrzyżowanie. Współcześni politycy i służalcze wobec nich media, jak niegdyś Poncjusz Piłat, umywają ręce i przemilczają zatrważające informacje o prześladowaniach, które dzieją się wokół nas. „Wiek XX zrodził dla Kościoła blisko 45 milionów męczenników, a w pierwszej dekadzie XXI wieku ginęło co roku 100 tysięcy chrześcijan. Liczby te pokazują, że żaden okres w historii Kościoła nie był nacechowany taką wrogością wobec chrześcijan, znaku krzyża oraz innych znaków religijnych, jak czas obecny” (Czarna księga prześladowań chrześcijan w świecie). Szatan i jego ziemscy słudzy usiłują wydrzeć z ludzkich serc wiarę i zaufanie do Kościoła poprzez negatywną kampanię w mediach społecznościowych, środkach masowego komunikowania i antychrześcijańską a zwłaszcza antykatolicką sztukę. Dlatego Jezus przestrzegał swoich uczniów i ich następców: „Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzą pasterza, a rozproszą się owce” (Mk 14, 27). Celem tych ataków jest delegalizacja Kościoła hierarchicznego, prymatu papieża, porzucenie życia sakramentalnego. Stąd też zdarzające się wśród kapłanów niewierności, nadużycia i przestępstwa są przypisywane całemu stanowi, aby uderzyć w pasterzy i zachwiać wśród wiernych zaufanie do nich, które spowoduje erozję i rozpad wspólnot kościelnych.

W błędzie są chrześcijanie, a zwłaszcza odpowiedzialni za ich wspólnoty niektórzy pasterze i kapłani, którzy myślą, że można załatwić wszystko ugodowo w myśl pragmatycznej zasady „żyj i daj żyć innym” (por. H.U. von Balthasar). Jezus zdecydowanie odrzuca taką postawę: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10, 34). Chrześcijanie postępowi określający siebie jako „Kościół otwarty”, muszą raz na zawsze porzucić marzenia o głoszeniu Ewangelii bez ukrzyżowanego Jezusa i bez dźwigania krzyża własnego życia. W przeciwnym razie nie będą godni swojego Mistrza, który zdecydowanie wskazuje, jaką drogą powinni iść. „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 38).  

Hans Urs von Balthasar wyjaśnia, że naśladowanie Jezusa oznacza danie Mu pierwszeństwa w swoim życiu. Nikt nie jest od Niego i Jego nauki ważniejszy, nawet tak bliskie osoby, jak ojciec i matka, syn czy córka (por. Mt 10, 37). Kto zaś daje pierwszeństwo Jezusowi, ten nie wybiera krzyża jako miejsca, gdzie się ewentualnie umiera, ale wybiera krzyż jako miejsce, gdzie się umiera z całą pewnością”. Utopią jest tworzenie życia obok Chrystusa, którego centrum nie jest już On, ale sam człowiek, jego rodzina, przyjaciele, praca, troska o naród, państwo, politykę, kulturę, ekonomię, świat teraźniejszości i przyszłości (por. Rz 8, 37-39). Akolici nowego „porządku” ewangelicznego podejmujący „reformę Kościoła” zapominają, że wyrzucenie Jezusa z życia pośród tych wszystkich godnych uszanowania ziemskich dóbr sprawia, że życie chrześcijanina staje się złe i jałowe, a w konsekwencji martwe. Sam Jezus wskazuje, jakie jest miejsce i rola chrześcijanina w świecie oraz co się z nim stanie, gdy z niej zrezygnuje (Cordula albo o świadectwie chrześcijanina).  „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mt 5, 13-16).  

„Świecznikiem” życia chrześcijańskiego jest Krzyż, a jego „solą” i „światłem” jest Chrystus, który dał się ukrzyżować i Jego naśladowcy. Z tego najwyższego miejsca usytuowanego na Golgocie świata przemawia i do niego zaprasza ludzi dobrej woli. Nieważne zatem jest, według H.U. von Balthasara, czy ludzki krzyż oznacza utratę przez chrześcijanina wszystkiego, co mieści się w pojęciu „dobra ziemskie”, czy też jest niespodziewanym i niezasłużonym ocaleniem od cierpienia poprzez ukrycie go w dłoniach miłosiernego Boga Ojca. Paradoksalnie najbezpieczniejszym miejscem, w całym kosmosie, dla chrześcijanina jest Serce Syna Bożego umierającego na Krzyżu, gdzie ze śmierci rodzi się nowe życie i „gdzie z oddania ducha w ręce Ojca wyłania się Duch Święty” (H.U. von Balthasar). Kto jest zjednoczony z Chrystusem ukrzyżowanym, nie musi w napięciu nerwowym przygotowywać się do kolejnych ataków złego ducha i prześladowań ze strony nieprzejednanych wrogów Kościoła rzymskokatolickiego. W tych trudnych chwilach z pomocą sprawiedliwym przyjdzie sam Duch Święty: „ Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was” (Mt 10, 19-20).

Josef Schmid wyjaśnia słowa Jezusa w ten sposób: „Główną myślą przewodnią jest to, że cierpienie w różnorakiej formie, jak oderwanie od najukochańszych ludzi, prześladowanie i wreszcie męczeństwo, przynależy do losu ucznia Jezusowego. Że tak to być musi, ma swoją podstawę w osobie Jezusa, która zmusza ludzi do podjęcia decyzji za albo przeciwko Niemu. On jest przez swoją Osobę i przez swoje słowo objawieniem Bożym, którego z tej racji nikt nie może ignorować. Dlatego tych, którzy Go wyznają, spotyka «z konieczności» nienawiść wszystkich innych. Są przez wszystkich znienawidzeni «z powodu Jego imienia». Znaczy to, że nie jakieś ludzkie nieporozumienie, ale boska konieczność stwarza męczenników. […] Nie ludzkie  przeświadczenie, nawet nie ludzka gorliwość w sprawach wiary dostarczają męczenników, ale to sam Jezus powołuje do męczeństwa i w ten sposób czyni z niego szczególną łaskę”. Słowa więc wypowiadane przez męczennika przed władzą państwową, nie są słowami tylko człowieka, ale świadectwem Ducha Świętego wyznanym przez wyznawcę Jezusa Chrystusa  (Cordula albo o świadectwie chrześcijanina). Zatem  dochowajmy wierności Bogu, jak minione pokolenia wyznawców i męczenników wypełniając naukę Jezusa: „Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego” (Mt 10, 24-25).

Męczeństwo chrześcijan jest normalnym stanem w wyznawaniu wiary nie dlatego, że  [LS1] Kościół musi być wszędzie prześladowany. Dzieje się tak, ponieważ szatan nigdy nie pogodzi się z dziełem Odkupienia dokonanym przez Jezusa na Krzyżu. Sprzeciwiając się Chrystusowi uderza z całą mocą w jego naśladowców rozproszonych po całym świecie. Nie należy tego rozumieć, że przeznaczeniem każdego chrześcijanina jest męczeńska śmierć. Ten akt heroizmu religijnego jest łaską daną przez Boga wybranym świadkom Chrystusa. Swoim bohaterstwem wyznają oni wiarę, dają świadectwo nieustraszonej i czystej miłości do Boga oraz wynikającej z niej sprawiedliwości, która zdolna jest poruszyć ludzkie serca.

Każda duchowa droga chrześcijanina, jeśli jest zgodna z Ewangelią, zawiedzie go pod Krzyż Chrystusa, gdzie doświadczy ogromu miłości Boga do siebie i każdego człowieka. Tam też zostanie wezwany do złożenia osobistej ofiary z miłości, której ceną będzie udział w „misterium crucis”. „Cała tajemnica Chrystusa, to tajemnica zmartwychwstania, ale także tajemnica śmierci. […] Przez śmierć Chrystusa na Krzyżu zawierająca się w nim ludzkość wyrzeka się samej siebie i umiera. Ale ta tajemnica jest jeszcze głębsza – Ten, który wszystkich ludzi w sobie zawierał, był opuszczony przez wszystkich. Człowiek powszechny umarł samotnie”. Zatem, jeśli uczeń ma być, jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego (por. Mt 10, 24-25), to musi doświadczyć również „tajemnicy samotności i tajemnicy rozdarcia, jako jedynego skutecznego znaku złączenia i jedności. Chrześcijanin prawdziwie naśladujący Chrystusa staje się, jak jego Mistrz „najbardziej sam pośród samotnych” i jednocześnie jest „wszystkim we wszystkich”. (por. Henri de Lubac, Katolicyzm).

Jezus umierając na Krzyżu doświadczył lęku przed śmiercią i nieobecności Ojca. Mateusz Ewangelista te dramatyczne chwile opisuje w ten sposób: „Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (27, 46). W czasie męki i agonii jest z Nim jednak Matka, która nie cofnęła się przed uderzeniem śmiertelnej mocy zła wymierzonej w ich niepokalane Serca. Trwając niezłomnie przy umierającym Synu i współkonając z Nim potwierdza „tak” dane Bogu w Nazarecie. Maryja wiedząc, Kim jest jej Syn, wypełnia bolesną wolę Ojca i bez protestu godzi się, aby siedem mieczy boleści przeszyło również Jej serce. Z tego bezkrwawego męczeństwa Matki Bolesnej (Mater Dolorosa) rodzi się Kościół. „Krzyk narodzin zbiega się ze zdławionym krzykiem śmierci wydanym przez Matkę, której Syn umiera” (H.U von Balthasar). Maryja jest Matką Kościoła zrodzonego na Krzyżu i zarazem jego pierwszą męczennicą, która w najstraszniejszych chwilach śmierci swojego Dziecka nie cofnęła „tak” danego Bogu Ojcu w Nazarecie, ale potwierdziła je swoim cierpieniem. W ten sposób okazała Bogu bezgraniczne zawierzenie. Maryja stała pod Krzyżem z duszą przeszytą bólem, nie tylko dla Syna, jakby to uczyniła każda matka. Cierpiała z umierającym Synem Bożym, trwając przy Nim aż do śmierci również dla nas (E. Stein), dlatego jest Współodkupicielką i Pośredniczką łask. „Najstarszy i zasadniczy dogmat Maryjny Kościoła głosi: Maryja jest dziewicą i matką, owszem może być nazwana „Matką Boga” (Sobór w Efezie). […] Urzeczywistnienie szczególności tego macierzyństwa, które żądało całego człowieka dla Tego, który miał się narodzić, widział Kościół, według świadectwa Mateusza i Łukasza, w jedności macierzyństwa i dziewictwa”. Maryja wypowiadając swoje bezgraniczne „tak”, dała nam Syna Bożego, który jest „większy niż nasze serce”, „zna wszystko” (1 J 3, 20). Jego miłosierdzie jest większe od naszych grzechów, lituje się On nad nami i składa za nas okup Krwi przelanej na Krzyżu (kard. J. Ratzinger). Czy zatem chrześcijanin może odmówić Jezusowi świadectwa wiary nawet, jeśli będzie poddany próbie męczeństwa?
****
 
 
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
Chrześcijaństwo jest religią męstwa
Kraków, 14 października 2018 r.

Jesteśmy ludźmi wiary, a człowiek wiary stara się żyć w nieustannej bliskości Boga, który jest dla nas „rzeczą ostateczną” (por. H.U von Balthasar). Każdy z nas powinien mieć świadomość, że zobaczyć Go możemy dopiero po śmierci. Nie ma innej drogi ani duchowej techniki, które mogłyby nam to umożliwić podczas ziemskiego pielgrzymowania,  o czym poucza sam Jezus: „Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył” (J 1, 18). Kluczami otwierającym bramy Nieba jest wypełnienie podwójnego przykazania miłości Boga i człowieka (por. Mt 22, 37-40). Powinny one być użyte jednocześnie, gdyż nie wystarczy sama służba człowiekowi, jeśli odrzuca się Boga. Fałszywą byłaby również miłość do Boga, gdyby chrześcijanin nie wypełnił przykazania miłości bliźniego (por. Mt 25, 41-43).

Dlatego bliskie powinny nam być słowa psalmisty, który pokornie prosi Boga, by nauczył go liczyć dni, aby zdobyć mądrość serca (por. Ps 90, 12). „Liczyć dni” oznacza życie w świadomości szybkiego upływu czasu. Miejmy zatem odwagę, jak król Salomon modlić się o ducha Mądrości i dar zrozumienia rzeczy, które wykraczają poza czas naszej ludzkiej egzystencji (por. Mdr 7, 7-11). W świetle wiary oceńmy swoje życie i wydarzenia, w których uczestniczymy. Chrześcijanin powinien pamiętać, że ponad ludzką mądrością stoi ukrzyżo-wana Miłość-Chrystus, który uczy, że przez doświadczenie cierpienia zjednoczonego z Jego cierpieniem, stopniowo uwalniamy się od egoizmu, odnajdujemy samych siebie i przemieniamy w Nim (por. J. Ratzinger). Tego właśnie uczy On nas mówiąc, że „ziarno musi obumrzeć” (por. J 12, 24), a kto chce iść za Nim, powinien „wziąć swój krzyż” i Go naśladować (por. Mk 8, 34). Zatem treścią życia chrześcijańskiego, życia każdego katolika, bo jesteśmy przecież członkami Kościoła rzymskokatolickiego, jest krzyż na tym świecie, a dopiero w przyszłym świecie zmartwychwstanie. W tym ziemskim pielgrzymowaniu podejmujemy próbę naśladowania Jezusa i zjednoczenia z Nim. Nie możemy pozwolić sobie na połowiczność albo letniość, przed czym ostrzega sam Bóg w przejmujących słowach Apokalipsy św. Jana: „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3, 16-17).
„Chrześcijaństwo jest religią męstwa, albo go nie ma wcale” (J. Ratzinger). Stąd też Chrystus wymaga radykalnego świadectwa wiary i od niego uzależnia nasze zbawienie. „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie” (Mt 10, 32-33).

Jezus znając ludzkie serca wie, że tchórzliwi i wygodni chrześcijanie będą porzucać wiarę za cenę przyjaźni ze światem szerzącym „kulturę śmierci”, dlatego wstrząsa ich sumieniami: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8). Przeciwstawienie się bezbożności wymaga heroicznej odwagi z jednoczesnym odrzuceniem wszelkiego zła. „A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” (Łk 12, 4-5). Z szatanem nie można toczyć dialogu, odpowiadać mu na pytania, ciekawie słuchać jego pseudo-teologii, czy też współpracować z nim dla „dobra człowieka”. Złemu duchowi nie można kłaniać się, ale należy zdecydowanie przeciwstawić się mu, powtarzając za Jezusem: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz» (Mt 4, 10).

Zanim Jezus powtórnie przyjdzie, podda ludzi próbie wiary. W tym trudnym czasie, kto będzie chciał znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swoje życie z powodu Chrystusa, znajdzie je (por. Mt 10, 39). Wówczas do głosu dojdą liczni oszuści uznani za naukowe i moralne autorytety. Wykorzystując swoją uprzywilejowaną pozycję, nowoczesne środki komunikowania, instrumenty polityczne, ekonomiczne i socjotechnikę, zniewolą słabe, nieprawe umysły, które uwierzą kłamstwu. Spowoduje to powszechną bezbożność, a ludzie porzucając tęsknotę za Królestwem Niebieskim rozpoczną rozszerzanie swojego panowania i umacnianie go, ale już bez Boga (por. J. Ratzinger). Stąd też Apokalipsa boleśnie uświada-mia, że Bóg wie o przewrotnych zamiarach człowieka: „Znam twoje czyny” (Ap 2, 2.19; 3, 1.18.15) „Pamiętaj więc, skąd spadłeś” (Ap 2, 5). Duch Święty mobilizuje ludzi wiary, aby przeciwstawili się osłabieniu miłości i stali się czujnymi w tym decydującym czasie. Jeżeli pragniemy być ludźmi Boga, powinniśmy światłem naszej wiary i dobrymi uczynkami umocnić słabych (por. Mk 4, 21), którzy są zagrożeni duchową śmiercią (por. Ap 3, 1-2).

Niestety wielu ludzi ulegnie iluzji marksistowskiej wizji świata wolnego od ucisku cierpienia i niesprawiedliwości (por. J. Ratzinger). Ta bezbożna ideologia przenika stopniowo także w struktury Kościoła i uwodzi umysły niektórych teologów, którzy w Chrystusie upatrują bardziej rewolucjonistę walczącego o prawa człowieka niż Odkupiciela. W pseudo-naukowy sposób przekonuje ona, że miłość i sprawiedliwość nie są dziełem Boga, tylko człowieka. Jesteśmy właśnie świadkami proklamacji złowrogiego hasła, że kapłaństwo Chrystusowe uległo dewaluacji, jest niepotrzebne, a Kościół umarł. Zapowiadany antychryst jawi się współcześnie jako sojusz wszystkich bezbożnych ideologii z premedytacją niszczących krzyż Chrystusa, profanujących sakramenty i desakralizujących wszystkie wymiary życia ludzkiego. Neomarksizm wmawia kłamliwie ludziom, że poprzez reformy socjalne można zbawić świat.

Rozpoczęło się więc bezwzględne niszczenie odniesień do Boga, a w jego miejsce wprowadzane są wyłącznie relacje międzyludzkie. Aby powiodła się „przebudowa” dotychczasowego ładu społecznego, konieczne jest wyrugowanie chrześcijańskiej wizji człowieka i jego moralności zakorzenionej w Ewangelii (por. J. Ratzinger). Stąd też odrzucane są fundamenty wiary, zasady świętości życia od poczęcia do naturalnej śmierci, katolicka etyka seksualna, sakrament małżeństwa rozumiany jako związek mężczyzny i kobiety uświęcony Bożą łaską oraz pogarda dla sakramentu kapłaństwa. Z całą zaciekłością atakowany jest Kościół rzymskokatolicki, a przede wszystkim kult Eucharystii i Matki Bożej. Współczesny człowiek słusznie walcząc z przejawami cierpienia, coraz częściej wybiera jednak złe środki i złą drogę, bowiem eliminuje cierpienie razem z cierpiącym, co prowadzi do skrajnego egotyzmu i aktów eugenicznych. Nie jest to już miłość cicha, pokorna i bezinteresowna (por. Mt 11, 28), ponieważ nie uznaje potrzeby odkupienia przez Syna Bożego, który do końca nas umiłował. Dlatego Jezus ostrzegał: „Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone” (Mt 12, 31).

Błędnym jest też materialistyczne przekonanie, że przyczyną cierpień jest wyłącznie nierówność posiadania i władzy. Zatem usprawiedliwiane są wszelkie metody, które miałyby poprawić los człowieka. Zapominano więc o starej zasadzie moralnej, że: „Cel nie uświęca środków”. To, co jest złem, zawsze pozostanie złe. Jeśli środki działania są nieludzkie, to i cel pozostanie nieludzki. Człowiek nie wierząc w Boga, zajmuje Jego miejsce, przywłaszcza Jego Prawa i łudzi się, że zmieni świat. Historia upadku pierwszych rodziców wiele nam wyjaśnia (kard. J. Ratzinger). Zły duch obiecał Adamowi i Ewie, że nie umrą, otworzą im się oczy i jak Bóg poznają dobro i zło (por. Rdz 3, 5). Dzisiaj szatan próbuje zwieść ludzi ideą „walki o świeckość państwa”, czyli powszechną ateizację wszelkimi dostępnymi środkami, aby uczynić z niewiary nową globalną religię.

Człowiek nie oczekuje już zbawienia od Chrystusa, ale od samego siebie. Trwa więc w złudnym przekonaniu, że może tego dokonać. Walcząc o autonomię od Bożego Prawa, popada w niewolę własnych ograniczeń. Staje się więc chciwy i pyszny niczym Judasz. Jest jak wielbłąd, który nie może przejść przez ucho igielne, ponieważ garb swoich grzechów, którymi szczyci się zarozumiale, nie chce i już nie potrafi zmieścić w bramie Miłosierdzia Bożego. Nie otrzymuje przebaczenia, bo nim gardzi. Bezbożny brzydzi się pojednaniem z Bogiem dokonującym się na drodze pokory, która daje się oczyścić i w ten sposób staje się nieskazitelną (J. Ratzinger). Zamiast Miłosierdzia Bożego zarozumiały człowiek wybiera samoodkupienie na drodze polityczno-ekonomiczno-socjalnej i psychologicznej. Sakrament pokuty zastępuje indywidualną psychoterapią, której naukowe podstawy mają mu pomóc doprowadzić do ładu puste i rozbite życie. Niestety psychologia i psychiatria nie wyjaśnią ostatecznego sensu miłości i wartości życia ludzkiego. Uznając potrzebę rozwoju psychologii i psychiatrii, należy zrozumieć, że w swoich naukowych dociekaniach mogą one doprowadzić tylko do bram Nieba i w tym miejscu kończy się ich rola. Dociekając przyczyn psychicznych procesów, nie potrafią odpowiedzieć na fundamentalne pytania natury teologicznej: kto stworzył człowieka i dlaczego powołał go do życia? Naukowe, empiryczne metody nie mogą uzdrowić duszy odrzucając Boga, który ją stworzył, bo wówczas znajdzie się ona w pustce, a życie utraci swój sens (por. J. Ratzinger). Dlatego Jezus grozi najsurowszą karą tym, którzy poprzez intelektualne manipulacje odbierają prostym ludziom wiarę w Boga i nadzieję na zbawienie. „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9,42).

Przeciwstawienie się tej bezbożności wymaga żarliwej wiary, gorliwości i męstwa pośród zakłamania i uwodzicielskich sztuczek świata (por. H.U. von Balthasar). Św. Ignacy Antiocheński, który zginął w Rzymie rzucony na pożarcie dzikim zwierzętom „ze względu na świadectwo, jakie dał Chrystusowi”, pisał przed śmiercią do Filadelfian: „Starajcie się podobać Temu, dla którego walczycie i od którego otrzymujecie żołd. Niechaj nikt z was nie okaże się dezerterem. Chrzest wasz niech pozostanie tarczą, wiara hełmem, miłość włócznią, a cierpliwość zbroją” (6, 1-2).

Trzeba zatem ufać, że Bóg ulituje się nad nami, ponieważ zna nasze czyny, trud i wytrwałość w znoszeniu cierpienia dla Jego Imienia (por. Ap 2, 2). Bądźmy więc wierni aż do śmierci, nie zapierając się Chrystusa i Kościoła. „Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani, a znosić będziecie ucisk przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia” (Ap 2, 10). Jeśli wytrwamy, to Chrystus uchroni nas od próby ponad nasze siły, o czym sam zapewnia: „Skoro zachowałeś nakaz mojej wytrwałości i Ja cię zachowam od próby, która ma nadejść na cały obszar zamieszkany, by wypróbować mieszkańców ziemi. Przyjdę niebawem: Trzymaj, co masz, by nikt twego wieńca nie zabrał!” (Ap 3, 10). „Odwagi, Jam zwyciężył świat” (J 16,33).
****


Wróć do spisu treści